Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/otwarte/public_html/prograine-pl/wp-includes/cache.php on line 36

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/otwarte/public_html/prograine-pl/wp-includes/query.php on line 21

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/otwarte/public_html/prograine-pl/wp-includes/theme.php on line 540
[prograine.pl] » gospodarka

Wpisy z kategorii 'gospodarka'

W Krakowie żyje się stosunkowo tanio. Najdroższa Warszawa i Wrocław

Z danych dziennika “Polska” wynika, że do najtańszych miast należą Lublin, Kraków i Gdańsk.

Na przykład w Lublinie kilogram kiełbasy krakowskiej kupimy za 15 złotych, czyli aż dwa razy taniej niż w Łodzi czy Wrocławiu. Z kolei z taksówek najlepiej korzystać w Łodzi. - czytamy w dzienniku. Tam za jeden kilometr trasy zapłacimy około 5 złotych, tymczasem we Wrocławiu - prawie 9.

Jak powiedział “Polsce” Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum imienia Adama Smitha, rekordowe koszty życia w stolicy to nic nowego. Wysokie ceny we Wrocławiu wynikają z tego, że miasto staje się coraz atrakcyjniejsze a to wpływa na wzrost kosztów.
Źródło: Gazeta Wyborcza

Odkryli hotel po dziesięciu latach

W latach 1998 - 2004 kompleks dydaktyczno-muzealny Białowieskiego Parku Narodowego, w tym dawny hotel Iwa, został zupełnie przebudowany. W sercu parku pałacowego uruchomiono multimedialne muzeum, ale hotel do chwili obecnej stoi pusty, choć od dawna nadawał się do użytkowania. Problem w tym, że dopiero pod koniec ubiegłego roku park oficjalnie odebrał inwestycję. Dlaczego cała procedura trwała aż dziesięć lat?

- Wszystko z pewnością rozbijało się o pieniądze, ale od niedawna pełnię swoją funkcję i nie mogę brać odpowiedzialności za działania poprzedników - mówi enigmatycznie Małgorzata Karaś, dyrektor BPN, która podkreśla, że gdyby to od niej zależało, hotel zapewne już by działał.

Miejscowi zarzucają parkowi niegospodarność, bo przecież przez te wszystkie lata można było na obiekcie sporo zarobić. Tymczasem park tylko tracił pieniądze na utrzymanie pustostanu. Dziwili się też turyści, którzy chętnie nocowaliby w najbardziej atrakcyjnym miejscu w Białowieży, gdzie niegdyś stał pałac samego cara.

Park od ochrony, hotel do wynajęcia

Przez te dziesięć lat park zdobył się jedynie na poddzierżawienie części parteru na restaurację, umeblował też pokoje na parterze.

- Kiedy dwa i pół roku temu braliśmy pod dzierżawę restaurację Parkową, chcieliśmy, aby działała całorocznie, bo mieliśmy zapewnienie, że niebawem otworzy się hotel. Tak się nie stało, więc nie opłacało się otwierać lokalu poza sezonem. Gdyby park wystawił to na przetarg, na pewno byśmy do niego stanęli - twierdzi Andrzej Malinowski, szef hotelu Best Western Żubrówka, który latem prowadzi też działalność gastronomiczną na parterze dawnej Iwy.

Teraz dyrektor najstarszego parku narodowego w Polsce zapewnia, że hotel otworzy się w nadchodzącym sezonie letnim.

- W tej chwili czekamy jeszcze na pozwolenia na oddanie go użytku od wszelkich inspekcji, od sanepidu po straż pożarną. W maju powinniśmy mieć komplet zezwoleń. Wtedy ruszymy z procedurą przetargową na prowadzenie obiektu - zapewnia Małgorzata Karaś.

Park ma prawo samodzielnie poprowadzić hotel, ale pani dyrektor jest za tym, aby pracownicy administracyjni i naukowi zajmowali się przede wszystkim wypełnianiem obowiązków statutowych instytucji stworzonej do ochrony i badań nad puszczą. Potrzebny jest więc ktoś, kto poprowadzi miejsce noclegowe na sto łóżek.

- Są dwie opcje: albo oddamy jakiejś firmie cały hotel w dzierżawę i wtedy pieniądze pójdą do budżetu państwa, albo ogłosimy przetarg tylko na obsługę, więc dochody przeznaczymy na potrzeby gospodarcze parku - mówi Karaś i zaznacza, że dzierżawca będzie mógł doposażyć pozostałe części obiektu według swoich oczekiwań.

Dyrekcja parku nie chce, by był to hotel cztero-lub pięciogwiazdkowy. Woli, żeby był to obiekt dostępny osobom ze średnimi dochodami. Karaś nie zakłada, aby ktoś chciał zmieniać wystrój parteru, umeblowanego już przez park.

- Na dole wstawiliśmy już skromne, ale ładne tapczaniki w kolorze ciepłego brązu, stoliki i krzesła, firanki i zasłony, a także telefon i telewizor. Jednak na cały hotel na pewno potrzeba jeszcze kilkuset tysięcy złotych - kalkuluje dyrektor.

Mimo że obiekt jest położony w najbardziej atrakcyjnym miejscu Białowieży, ma też swoje niedogodności. Zabytkowy park pałacowy nie daje możliwości rozbudowania parkingów. W pobliżu jest tylko kilka miejsc parkingowych, przed i za carską bramą.

- Zakładamy, że będziemy tam wpuszczać przede wszystkim niepełnosprawnych. Inni klienci będą musieli sobie radzić, szukając miejsc na własną rękę - mówi dyrektor BPN.

Kozacka stajnia znów pod schronisko

Hotel przy muzeum to nie jedyny pustostan w otoczeniu siedziby BPN. Od niedawna niezagospodarowana stoi także carska stajnia z czerwonej i żółtej cegły. Jeszcze rok temu działało schronisko młodzieżowe, ale prowadzące je PTTK zrezygnowało z umowy z parkiem.

- Nie dziwię się, że wymówili nam umowę, bo budynek miał nieszczelne okna i ubytki w dachu, które powodowały straty cieplne - mówi Karaś. - Wiem, że pozostawienie go bez remontu przez kolejny rok lub dwa byłoby spisaniem zabytku na straty. Sami nie będziemy mieli na to pieniędzy, więc szukamy wyjścia poprzez przetarg na długoterminową dzierżawę. Tylko w takim przypadku remont będzie się kalkulował ewentualnemu inwestorowi.

Park chce mu jednak postawić warunki. Obiekt ma pełnić funkcje edukacyjną i noclegową, a ceny mają być na kieszeń studentów.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

Jadą turyści, budujmy hotele

Najliczniej odwiedzają nas Niemcy, Czesi i Ukraińcy. A najszybciej przybywa Brytyjczyków i gości z krajów zamorskich. Z USA, Australii, Japonii i Kanady przyleciało w 2005 r. aż o jedną trzecią turystów więcej niż rok wcześniej (liczba wszystkich turystów wzrosła o 5 proc). - Staniały bilety lotnicze, więcej osób odwiedza Europę. A gdy już są na Starym Kontynencie, przyjeżdżają też do nowego kraju Unii Europejskiej. Odwiedzają Polskę z ciekawości - uważa Krzysztof Łopaciński, dyrektor Instytutu Turystyki.

Pomagają nam… niemieckie autostrady. Bo o ile na Polskie drogi turyści narzekają, o tyle zachodnie trasy sprawiają, że bardzo łatwo do Polski dojechać. - Na przykład Duńczycy oblegają Sudety. Dojazd dobry, a po samej Polsce jeździć nie trzeba - mówi Łopaciński.

170 dol. dziennie

Turyści zostawili u nas w ubiegłym roku 3,1 mld dol. Podczas jednej podróży każdy cudzoziemiec wydał przeciętnie 170 dol. (blisko 35 dziennie). Najwięcej pieniędzy zostawiają Japończycy i Amerykanie (300 dol. na wizytę), najmniej sąsiedzi ze wschodu (100 dol.). Ci ostatni najczęściej przyjeżdżają na zakupy i do pracy. Na targowisku Ptak pod Łodzią co tydzień pojawiają się dziesiątki autokarów. - To nie zmienia się od lat - mówi Jan Miedziak, jeden z dyrektorów Centrum Handlowego “Ptak”. - Kupują dużo ubrań na handel. Są i tacy, którzy w ciągu jednego weekendu wydają 10 tys. dol.

Zdaniem Miedziaka są to coraz poważniejsi przedsiębiorcy. Zwracają uwagę na jakość, są świadomi, że mogą zakupy reklamować. I coraz więcej z nich chętnie zrezygnowałoby z przyjazdu autokarem na rzecz samolotu. - Czartery z Moskwy czy Leningradu byłyby pełne - przewiduje Miedziak. - To po pierwsze wygoda, a po drugie łatwiejsze przejście przez granicę. Towar też można nadać przez cargo.

Magister turysta

Polska Organizacja Turystyczna przygotowała raport o tym, kim są turyści odwiedzający nasz kraj.

O Polsce dowiadują się najczęściej od znajomych i rodziny, nieco rzadziej z internetu. Przyjeżdżają własnymi samochodami, podróż organizują sobie sami. Tylko co czwarty korzysta z biura podróży. - W całej Europie jest moda na podróżowanie autem. Ludzie chcą być niezależni, hotel bez problemu zarezerwują przez internet. Biuro podróży jest więc im niepotrzebne - mówi dyrektor Instytutu Turystyki Krzysztof Łopaciński.

Zwykle w Polsce spędzają około tygodnia, mieszkają w hotelach i motelach, tylko co dziesiąty na kempingach i polach biwakowych. Coraz chętniej decydują się na kwatery prywatne i gospodarstwa agroturystyczne.

Większość odwiedzających nas turystów ma wyższe wykształcenie. W przypadku Amerykanów to ponad 70 proc., wśród turystów ze Wschodu liczba ta sięga 40 proc. - Kiedyś do swoich rodzin w Polsce przyjeżdżali krewni, głównie ze wsi. Teraz na całym świecie podróżują przede wszystkim ci wykształceni. Na Uniwersytecie Lwowskim nie ma chyba studenta, który by nie przyjechał do Polski w trakcie studiów lub zaraz po. Praktyka w Polsce to prestiż, dobry start do przyszłej kariery - mówi Łopaciński.

Aż 6 proc. turystów przyjeżdża do Polski, żeby skorzystać z usług medycznych (np. dentysty), i liczba ta stale rośnie.

Budujmy hotele

Tylko co czwarty turysta zauważył mankamenty pobytu w Polsce. Najczęściej wymieniane to zły stan dróg, słaba znajomość języków, niewłaściwy stan sanitarny i brzydka pogoda. Na dziury w drogach najczęściej narzekają Niemcy.

Najliczniej odwiedzane przez turystów województwa to mazowieckie, małopolskie i pomorskie. Najrzadziej - lubuskie i podkarpackie.

Instytut Turystyki szacuje, że liczba turystów nadal będzie rosła (o ok. 5-6 proc. rocznie). A to nowi klienci dla hoteli. Tymczasem wśród krajów Unii Europejskiej mamy najmniej łóżek hotelowych w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. - W Polsce, inaczej niż na Zachodzie, najbardziej zapełnione są hotele luksusowe, czyli te najdroższe. Coraz więcej będzie turystów, który chcą mieszkać w jedno-, dwugwiazdkowych hotelach o przyzwoitym standardzie za przystępną cenę. I te warto budować - mówi Waldemar Błaszczuk z Polskiego Zrzeszenia Hoteli.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Dodge Journey w Polsce

W rzeczywistości nowy Dodge jest pozycjonowany przez swoich twórców w nowo powstałym segmencie o nazwie “crossover”. Jest to skrzyżowanie różnych rozwiązań z kilku segmentów rynkowych. Patrząc na ten samochód po raz pierwszy, bez problemu możemy odnaleźć w nim cechy, które są rozpoznawalne dla marki Dodge. Muskularne nadwozie składające się z linii prostych, masywne przetłoczenia w okolicy nadkoli, chromowana krzyżowa krata chłodnicy z umieszczonym po środku muflonem nie pozwolą nam pomylić tego auta. Z tyłu umieszczono duże lampy, które rozciągają się także na klapę bagażnika, która u góry jest zakończona subtelnym spojlerem. Projektanci umieścili próg załadunkowy dość nisko, zatem nie powinno być problemu z pakowaniem nawet nieco większych bagażów. Nadwozie Journeya osadzono na 19-calowych oponach (w opcji). Jeśli chodzi o kolorystykę karoserii, będzie można wybierać spośród dziewięciu lakierów (metalicznych oraz perłowych).

Najmocniejszą stroną Journeya jest jednak jego wnętrze. Standardowo pomieści ono pięć osób, ale w opcji można zamówić jeszcze dodatkowe dwa fotele, chowane w przestrzeni bagażowej. Siedzenia mają tzw. układ teatralny, umożliwiający lepszy widok na otoczenie osobom siedzącym w drugim i trzecim rzędzie – co jest szczególnie istotne podczas dalszych podróży w towarzystwie najmłodszych pasażerów. Skoro mamy do czynienia z samochodem rodzinnym, ma on dostarczyć komfortu nie tylko podczas wyjazdów na zakupy, ale także podczas długich wakacyjnych wyjazdów. W tym celu w jego wnętrzu umieszczono wiele sprytnych schowków. Dla przykładu w podłodze przed drugim rzędem siedzeń ukryto dwa klimatyzowane schowki(Chill Zone), w których można umieścić dwa tuziny napojów gazowanych w puszkach. Dodatkowo jest on nieprzemakalny i można go wypełnić lodem. Po ściągnięciu siedziska w fotelach pierwszego rzędu, również mamy do dyspozycji dwa całkiem duże pojemniki. Dla wygody podróżowania w nocy uchwyty na kubki/puszki oznaczono delikatnym niebiesko-zielonym podświetleniem. Gdy rozłożymy trzeci rząd siedzeń, za pomocą systemy Tip `N Slide będzie można łatwo się do niego dostać przesuwając i odchylają środkową kanapę. To tylko niektóre z udogodnień jakie oferuje Dodge. Aby poznać wszystkie, warto przejrzeć listę standardowego oraz opcjonalnego wyposażenia. W opcji fotele można pokryć skórzanym obiciem, dobrej jakości. Jedyne zastrzeżenia można mieć (już tradycyjnie jeśli chodzi o amerykańskie marki) do jakości plastików, którymi wykończona jest deska rozdzielcza. Na uwadze trzeba mieć fakt, że w amerykańskim koncernie marka Dodge jest pozycjonowana jako marka masowa.

Jeśli chodzi o właściwości jezdne to trzeba przyznać, że jak na amerykańskie auto i samochód aspirujący do miana rodzinnego, jest on dość twardy. Z przodu zastosowano tradycyjne kolumny MacPhersona, natomiast z tyłu znajduje sie układ wielowahaczowy. Układ kierowniczy jest jednak mniej precyzyjny, od tego, który można spotkać np. w Fordzie S-MAX. Sztywne zestrojenie nie wpływa negatywnie na komfort pasażerów, dopóki nie zacznie on agresywnie pokonywać zakrętów, gdyż wtedy auto ma tendencje do przechyłów. Do tego dochodzi jeszcze płaski profil tylnej kanapy.

Z myślą o różnych wymaganiach klientów na naszym rynku, Dodge wprowadza model Journey wraz z trzema jednostkami napędowymi. Podstawową będzie turbodiesel o pojemności 2.0 litrów, czyli znana już dobrze Volkswagenowska konstrukcja. Dysponuje mocą 140 KM oraz momentem obrotowym 310 Nm. Średnie spalanie podawane przez producenta ma oscylować wokół 6,5 - 7 l/100km. Silnik będzie współpracował z manualną, sześciobiegową skrzynią oraz dwusprzęgłowa przekładnią automatyczną (DCT).

W wersjach SE oraz SXT będzie można zamówić “Silnik Światowy” o pojemności 2,4 litra. Wyposażono go w system zmiennych faz rozrządu VVT. Jednostka benzynowa wytwarza moc 170KM oraz moment obrotowy 220Nm. W zależności od skrzyni biegów auto będzie spalać 8,8 - 9,6 l/100km. W wersji benzynowej automat dwusprzęgłowy nie będzie dostępny.

W wersjach R/T oraz SXT producent oferuje najmocniejszy silnik benzynowy V6 o pojemności 2,7 litra. Jest to jednostka typu “flexi-fuel”, co oznacza że może być tankowana mieszanką benzyny z etanolem. Silnik współpracuje ze sześciostopniową skrzynią automatyczną i rozwija moc 185 KM oraz moment obrotowy 256 Nm. Zapewnia dynamiczne ale spala średnio 10,3 l/100km.

Ceny nowego Dodge`a zaczynają się już od 92 tysięcy złotych za wersję z silnikiem diesla. Za automat trzeba dopłacić 5 tysięcy złotych. W standardzie dostaniemy bogate wyposażenie w skład którego wchodzi system ESP, ERM, poduszki boczne i kurtynowe, system TPM, klimatyzację oraz odtwarzacz CD/MP3. Droższy wariant SXT kosztuje od 103 tysięcy złotych. Natomiast topowa wersja RT będzie dostępny od 121 tysięcy.

Źródło: mojeauto.pl , Sebastian Kościółek

“Królewski” diesel

Jeszcze niedawno na dźwięk słów “sportowy diesel” na twarzach wielu znawców motoryzacji gościł wymowny uśmiech.
Teraz może się to zmienić raz na dobre, bowiem Audi stworzyło silnik, który dysponuje osiągami, które mogą wprowadzić w kompleksy niejedną konstrukcję benzynową.

Dwanaście cylindrów ułożonych widlasto, moc rzędu 500 koni mechanicznych, pojemność sześciu litrów. I to wszystko w sportowym samochodzie. Ta mieszanka pozwoli modelowi z Ingolstadt uzyskać miano najszybszego auta dopuszczonego do ruchu publicznego, z silnikiem wysokoprężnym, w tym przypadku pod tylną klapą.

Nietrudno domyślić się skąd w Audi wziął się pomysł, żeby do modelu R8 wrzucić silnik diesla. Już od paru lat wyścigowe samochody uczestniczące w wyścigach długodystansowych odnoszą spektakularne sukcesy właśnie dzięki wysokoprężnym jednostkom. Przykładem mogą być wyścigi z serii LeMans, bądź też zawody na długim dystansie, które odbywają się na Florydzie. To właśnie tam Audi R10 wyposażone w jednostkę V12 o pojemności 5,5 litra odniosło triumf nad benzyniakami. Tak więc już parę lat temu można było domyślać się finału tych sukcesów. Umieszczenie jednostki V12 TDI pod maską seryjnego modelu było już tylko kwestią czasu. W ten oto sposób topowy, sportowy model Audi będzie w czasie jazdy wydawał charakterystyczny “klekot”. Nim do tego dojdzie, silnik pojawi się jeszcze w większym modelu Q7.

Wykorzystanie do budowy silnika dwunastu cylindrów, ustawionych w dwóch rzędach rozwartych pod kątem 60 stopni nie było tutaj przypadkiem. Takie zestawienie umożliwia idealne wyważenie jednostki napędowej, a to z kolei ma sprawić że charakterystyczne dla diesla wibracje zostaną zredukowane do minimum. Połączenie pojemności 6 litrów z dwunastoma cylindrami daje po 500 cm3 na każdy “gar”. Producent zapewnia, że pod względem kultury pracy jednostka nie będzie miała sobie równych nawet przy konkurentach zasilanych benzyną.

W nowoczesnej konstrukcji wykorzystano układ wtryskowy common rail z wtryskiwaczami piezoelektrycznymi. Pompowtryskiwacze już na dobre odchodzą do lamusa. Wspólna szyna pracuje standardowo przy ciśnieniu 2.000 barów i jest wyposażona w osiem otworów przez co paliwo jest efektywnie rozpylane do cylindrów. Każdy rząd cylindrów został wyposażony w osobną turbosprężarkę. Uzyskano dzięki temu stopień sprężania o wartości 1,6 bara. Zmienna geometria pozwala uzyskać bardzo dobry przebieg momentu obrotowego w dolnym zakresie prędkości. Maksymalny moment jest osiągany przy 1.750 obr./min, a wynosi on aż 1.000 Nm. Te potężne pozwalają na rozpędzanie się do “setki” zaledwie w 4,2 sekundy. Maksymalna prędkość to 300 km/h. Natomiast widok pracownika stacji benzynowej słyszącego “Diesel. Do pełna” - bezcenny.

autor: Sebastian Kościółek

Źródło: mojeauto.pl

« Poprzednia strona